Pierwsze spotkanie Internautów z Premierem Donaldem Tuskiem

Dawał radę…
Na początku chciałbym podziękować organizatorowi tego całego zamieszania (jak to określił Premier) – Maciejowi Budzichowi, autorowi bloga Mediafun.pl, głównie za to, że dzięki niemu mogłem uczestniczyć w pierwszej w moim życiu prawdziwej debacie. Ba, że mogłem oglądać pierwszą w moim życiu debatę. I takim krótkim wstępem – lansiarskim – chciałbym nawiązać do tego, o czym chciałbym napisać w tym tekście.
Otóż blogerzy ludzie mniej lub bardziej związani z Internetem zebrani w sali, podczas rozmowy z Donaldem Tuskiem poruszyli kilka bardzo ciekawych tematów, o których wielu Internautów zapewne nie ma pojęcia, lub słyszało tylko przelotnie, z telewizji, czy z dłuższego tekstu na portalach w sieci. Oglądając debatę przygotowałem kilkanaście punktów, które chciałbym poruszyć na blogu.
Na początku trochę o samym Premierze. Przez pewien czas swoimi słowami dawał nam do zrozumienia, że to, co chce zrobić w Internecie nie jest najgorsze, co mogło spotkać Polaków. Mówił o tym, że jeśli za jego panowania nie zostanie wdrożony rejestr usług i stron zakazanych, to kiedyś trafi nam się inny premier, z opozycji, który takowy rejestr wprowadzi, bo tak mu się będzie podobało. Wniosek wysnułem szybko: “Ciesz się Premiera swego, obecnego, bo możesz mieć gorszego”. I rzeczywiście – pan Donald Tusk chciał nam to chyba przekazać, argumentując tym sens wdrożenia cenzury. Ale to każdy z nas może sobie przetłumaczyć na własny tok myślenia.
Podczas debaty poruszono bardzo dobry temat spamu oraz reklam. Jeden z zebranych tam panów powiedział, że Internet doskonale broni się sam, zwykle przed samym sobą. Internet bowiem, to ludzie. Jedni działają na jego niekorzyść, inni bronią się przed tymi złymi i swoje sposoby bronienia się udostępniają innym Internautom. Dzięki temu mamy takie na przykład filtry antyspamowe, czy różnego rodzaju oprogramowania służące blokowaniu niechcianych reklam, czy ogólnie reklam. Internauci zgłaszają błędy w serwisach, broniąc się przed atakami ze strony innych ludzi, którzy atakując owy serwis mogą wykraść dane o użytkownikach. Tak samo wysyłają raporty o wirusach, czy w końcu zgłaszają strony z pornografią dziecięcą. Myślę, że ten argument był jednym z najtrafniejszych, jakie usłyszałem podczas debaty.
Premier powiedział, że Ci Internauci, którzy korzystają z Internetu “tylko na chwilę”, logując się na pocztę, ewentualnie na jakąś grę są bezpieczni od zagrożeń, jakie na nich czyhają. I tutaj nasuwa się pytanie – czy ci Internauci są bezpieczni od cenzury, jaka ma zamiar powstać? Czy na siłę trzeba zabezpieczyć społeczeństwo przed wolnością słowa?
Jeden z zebranych panów mówił, że z sieci Internet korzysta już 13 lat, przez co z całą pewnością siebie przyznaje, że jest mieszkańcem Internetu, na stałe, że Internet jest jakby drugim domem. Ma facet rację i przyznam mu to, ponieważ ja w Internecie nie jestem rok, a już cztery lata i też zadomowiłem się w tej sieci. Wiem, którymi drogami mam iść, aby trafiać do celu, jestem w kilku społecznościach, którzy zawsze są w stanie odpowiadać na pytania. Myślę, że mieszkaniec Internetu przynajmniej raz był na takiej stronie Internetowej, którą pan Donald Tusk, oraz jego sztab zaliczyliby do stron i/lub usług zakazanych. Mieszkaniec Internetu powinien więc – posługując się własnym rozumiem – sam zdecydować, czy te strony go interesują i z pewnością będzie je odwiedzał, czy te strony nie są mu potrzebne i nie powinien zaprzątać sobie nimi głowy.
“Ruch społecznościowy”, to zagrożenie, jakie niesie za sobą wprowadzenie cenzury. Trafnie zauważyli to zebrani. Wywołanie “ruchu” wśród Internautów nie jest trudne, jeśli chodzi o nich samych. Jeden z zebranych zauważył, że nie trzeba już posługiwać się tylko telefonem, gdyż on już nie jest taki szybki w publikowaniu informacji. Teraz najszybszą drogą jest radio, telewizja i… Internet! Sprzeciwianie się Internautom jest jak wywoływanie wojny “Rząd vs. Reszta Polski” i nie wystarczy zablokować jednej osoby, bo jedna osoba nie zdoła wzniecić ognia. Jedna powie drugiej, druga powie innym i informacja rozchodzi się bardzo szybko, jak plotka w małych miasteczkach.
Premier także próbował powiedzieć coś sensownego. Na szczęście pomagali mu towarzysze, którzy przyszli na godzinę 14 składać postulaty. Wyszło na to, że “skoro w <realu> nikt nie zabrania ludziom chodzić do tzw. klubów nocnych, bo za nikim Premier chodził nie będzie, to dlaczego w sieci Internauci nie będą mogli oglądać tego typu stron”. I nie chodzi już o samą pornografię dziecięcą, bo ta pociągnie za sobą masę stron erotycznych, na których ludzie przecież też zarabiają.
Z jednej strony cieszę się, że podczas całego spotkania pan Donald Tusk starał się być wyluzowanym, co często przekładało się na jego mowę, lecz gdy mówił poważnie, to też taki starał się być. Z drugiej strony też się cieszę, dlatego, że Internauci na czatach byli podobni – gdy chcieli powiedzieć coś mądrego, to się nie krępowali. A gdy nadchodziły momentu uśmiechu, to premiera chcieli wsadzić w kaftan bezpieczeństwa. Kto od początku śledził czat na lookr.tv, ten wie, kto chciał posłać pana Premiera do zakładu psychiatrycznego.
Na początku debaty mądrze mówiono. Najbardziej zainteresowała mnie strona techniczna wdrożenia całej architektury sprzętowej odpowiedzialnej za filtrowanie połączeń i stron internetowych. Zainteresowała mnie szczególnie wtedy, gdy zaczęto mówić o kosztach. Chciałem się zapytać i jednocześnie na to pytanie odpowiedzieć: Kto za to wszystko zapłaci? Oczywiście my – podatnicy. Gdyby któryś z polityków czytał to, co teraz piszę, to moje stanowisko jest takie: To my – Internauci, podatnicy – dajemy pieniądze na to, aby “żyło się lepiej, wszystkim”. Dlatego zamiast wydawać pieniądze na dodatkowy sprzęt komputerowy, na który Polacy się nie zgadzają, pieniądze powinny być przeznaczone na dofinansowywanie szkół. Lub – i tu byłbym szczęśliwy – aby wydać te pieniądze na zwiększanie zasięgu bezpłatnego Internetu szerokopasmowego w Polsce, tak aby w polskich domach zagościł bezpłatny, szerokopasmowy Internet, o szybkości przynajmniej 512 kbit/s, bez żadnych limitów, bo to w pewnym sensie też niektórzy ludzie nazwaliby ograniczeniem dostępu do informacji.
Premier przyznał się, że nie jest zaawansowanym Internautą i widzi tę różnicę, porównując swoją wiedzę o sieci z wiedzą swoich dzieci. Moim zdaniem to bardzo ładnie, że nie widzi tylko siebie i swoich umiejętności, ale także umiejętności innych. Nie wiem, jak to u pana Premiera wygląda, jednak śmiem twierdzić, że są takie chwile, gdy ogranicza się tylko do przeglądania poczty email. Owszem – nikt mu tego nie broni, ma prawo korzystać z Internetu do takiego stopnia, do jakiego mu się podoba. Tak samo my – Internauci – mamy prawo korzystać z sieci Internet tak, jak nam się podoba, ale z jednym warunkiem – aby nie szkodzić innym Internautom!
Mowa tu o hakerach, czyli o ludziach, którzy włamują się na strony Internetowe. Moje stanowisko jest takie, że nie mam nic przeciwko takim ludziom. Są oni bowiem ludźmi, którzy mają po prostu o wiele większe wiadomości, niż zwykli Internauci. Chciałbym jeszcze, aby umieli to wykorzystywać. Bardzo podoba mi się, gdy haker włamuje się na stronę, lecz nie niszczy jej, a jedynie podmienia stronę główną, gdy nie kradnie plików, czy bazy danych, nie udostępnia haseł. Lubię, gdy włamuje się “dla przyjemności”, aby pokazać administratorowi serwisu, że jego strona internetowa nie jest zabezpieczona przed atakami.
Rejestr witryn i usług zakazanych – czemu nie? Czemu nie, o ile znajdą się tam tylko wpisy linkujące do dziecięcej pornografii, która powinna być wytępiona w sieci, aby młodzi Internauci nie weszli na taką stronę “przez przypadek”. Najlepiej by było, gdyby takim rejestrem zajmowały się zaufane instytucje pozarządowe, które są po stronie Internautów i ich praw. Jednak nie zachcianek, bo zaufane instytucje powinny także działać zgodnie z Konstytucją oraz pilnować każdego swojego kroku. Wpis do rejestru mógłby zgłaszać każdy, nawet anonimowy Internauta, uzasadniając swoją decyzję bardzo dokładnie, dlatego też ciekawym pomysłem byłaby konsultacja z Internautami na temat danej strony, chętnie na specjalnie utworzonym forum dyskusyjnym.
Jeśli chodzi o blokowanie stron Internetowych, to każdemu administratorowi niedozwolonej strony powinniśmy dać 48 godzin na usunięcie niedozwolonych treści ze swojego serwisu. Chciałbym, aby tak było, ponieważ sam jestem administratorem, a jako Internauta wiele razy przeczytałem, że “Administracja portalu nie ponosi żadnej odpowiedzialności za treści zamieszczane przez użytkowników na łamach portalu”. Tutaj myślę, że administrator powinien ponieść odpowiedzialność, jeśli nie usunie treści w wyznaczonym czasie, lub gdy taka sytuacja będzie się powtarzać. Bardzo ważne jest, aby dać administracji czas, ponieważ administrator też jest człowiekiem i nie musi siedzieć bez przerwy przy komputerze – potrzebuje towarzystwa, snu.
Piractwo i prawa autorskie. Ile można o tym mówić? Nie chciałbym się rozpisywać na ten temat, dlatego powiem krótko, na przykładzie plików muzycznych. Nie powiem nigdy, że piractwo jest złe. Wręcz przeciwnie – pozwala bardzo często wypromować artystę. Często jest tak, że im więcej ludzi widziało coś, czego nie ma, a bardzo się im to coś podoba, to dążą do tego, aby to mieć. Część społeczeństwa ściągnie muzykę z Internetu, a część pójdzie do sklepu, aby kupić najnowszą płytę jakiejś grupy i głębiej poznać styl muzyczny. Tak, jak to jest w Niemczech czy w Stanach Zjednoczonych, gdzie posłuchamy muzyki za darmo, w rozgłośniach radiowych.
Na koniec jeszcze temat ehazardu. Nie widzę w nim nic złego, jeśli jest regularnie opłacany i zarejestrowany. Dobrze byłoby, gdyby jeszcze właściciele serwisów ehazardowych identyfikowali graczy, na przykład po karcie kredytowej. Dzięki temu niepełnoletnie osoby nie miałyby wstępu do świata gier, w których można wygrywać olbrzymie sumy. Nieupoważnione osoby byłyby odsyłane na strony internetowe bezpieczne dla ich oczu, psychiki…
To tyle, co miałem do powiedzenia. Myślę, że ten komentarz na temat spotkania Internautów z Premierem zostanie jeszcze przedyskutowany przez nas w komentarzach. Dzięki za przeczytanie.

Również śledziłem całą debatę i podobnie do VaGla – sam do końca nie wiem co się wydarzyło. Fakt, Premier powiedział, że wyrzuca Rejestr z obecnych zmian a czy wróci zależy od konsultacji społecznych, ale czy może nie jest za wcześnie by się z tego cieszyć?
Nie, nikt nie każe się jeszcze cieszyć, ponieważ Rejestr nie został jeszcze w 100% wyłączony z rozmów. Został on wykluczony tylko czasowo.
Ze spotkania z cesarzem każdy musi wyjść zadowolony. W końcu czegoś nauczyli jednak naszego premiera na studiach :)
Bardzo podoba mi się pomysł z organizacją pozarządową, oraz z dawaniem czasu na usunięciu treści zamieszczonych w serwisach typu Web 2.0, mam nadzieję że w taki właśnie sposób będzie się to odbywało.
A co do kart kredytowych i niepełnoletności – to nie jest do końca tak. Ja w wieku 17 lat miałem swoją pierwszą kartę, a hazard, z tego co mi wiadomo, dostępny jest od 21 ;-)
Hmm… Posiadacz karty kredytowej jest w ten sposób identyfikowany na przykład podczas rejestracji w Second Life. Myślę, że to bardzo dobry pomysł, dzięki czemu można autoryzować użytkowników. W końcu systemie kart kredytowych są szczegółowe dane o posiadaczach. To byłby najlepszy sposób identyfikacji.
Moj komentarz do debaty:
http://www.gadzinowski.pl/premier-tusk-nie-„sharmonizuje”-internetu/
@Custom
Przecież na karcie chyba są dostępne informacje o wieku posiadacza…? ;)
@marsjaninzmarsa
Oczywiście. Napisałem o tym: